Dziennik wychowawcy koloni

Zderzenie nad Überlingen (71)

Temat: dziennik zajęć wychowawcy kolonijnego jak wygląga?
Witam szukam takiego dokumentu jak w tamacie grzebałem po google ale nic ie ma, chodzi mi o to zebym mogl na kursie ktory robie przedstawic w swojej preentacji taki dziennik, prosze o pomoc

Źródło: forum.pclab.pl/index.php?showtopic=354828



Temat: Dzwonisz do dziecka? To może je stresować!
Telefon komórkowy w ręku ucznia szkoły podstawowej nie jest już źle postrzegany przez otoczenie. Dla dziecka jest to jednak przede wszystkim elektroniczna zabawka i ciągle istnieje konieczność edukowania dzieci w zakresie korzystania z niej – takie wnioski wypływają z badania przeprowadzonego przez Centernet w ramach akcji Moja Pierwsza Komórka.

Badania związane z akcją Moja Pierwsza Komórka zostały przeprowadzone wspólnie przez CenterNet i Instytut Millward Brown. Są to jedne z niewielu badań skoncentrowanych na problemie postrzegania telefonów komórkowych przez dzieci w wieku około 10 lat oraz ich rodziców.

Z badań wynika przede wszystkim, że telefon u dziecka jest zjawiskiem powszechnym i nie jest źle postrzegany przez otoczenie. Przyznają to dzieci i rodzice. Najczęściej moment ofiarowania dziecku telefonu związany jest z sytuacją gdzie rodzic spodziewa się utrudnień w komunikacji np. przy wyjeździe na kolonię. Pierwsza komórka to najczęściej stary telefon rodziców z kartą pre-paid.

Rodzice mają swoje obawy związane z komórkami. Najczęściej boją się, że dziecko zgubi telefon lub zostanie on mu ukradziony. Obawiają się też kosztów związanych z telefonem. Rzadziej wspominają, że dziecko może ściągnąć nieodpowiednie dla niego multimedia, lub że komórka stanie się pochłaniaczem czasu. Telefon nie jest natomiast postrzegany jako zagrożenie dla kontaktów z rówieśnikami.

Ustalanie z dzieckiem zasad korzystania z komórki sprowadza się do rzeczy praktycznych: ograniczenie rozmawiania, wysokość doładowań karty, konieczność zabierania komórki przy wychodzeniu z domu. Czasem ustala się, że telefon służy tylko do sygnalizowania potrzeby kontaktu i to rodzic oddzwania do dziecka z aparatu abonamentowego.

Okazuje się jednak, że część zasad ustalają dzieci. Nieoczekiwanie dzwoniący rodzic może być źródłem stresu i może przeszkadzać w zabawie. Co ciekawe, 10-latkowie sporadycznie mówili o wyłączaniu telefonu by uniemożliwić rodzicom kontakt. Dzieci potrafią też unikać rozmów z natarczywymi rówieśnikami.

Rodzice mają świadomość tego, że kontrolowanie dziecka w zakresie korzystania z komórki jest ingerencją w jego prywatność. Jeśli rodzic sprawdza skrzynkę odbiorczą dziecka, to często pod jego nieobecność, czując przy tym dyskomfort. Zdarza się jednak, że dzieci same chętnie mówią o tym kto do nich dzwoni i w jakiej sprawie.

W opinii dzieci jedynym miejscem gdzie należy ograniczyć korzystanie z telefonu jest szkoła. Ta instytucja najczęściej toleruje telefon komórkowy, ale tylko w czasie przerw.

Tylko część rodziców edukuje dzieci w zakresie korzystania z numerów alarmowych. Najczęściej instruują oni dzieci, aby w razie problemów dzwoniły do nich. To wydaje im się wystarczającym zabezpieczeniem. Co jednak ważne, edukacja w tym zakresie okazuje się być coraz częściej włączana w program lekcji wychowawczych, w postaci pogadanek z policjantem lub strażakiem miejskim. Szkoła w tym kolejnym obszarze przejmuje ciężar uczenia dziecka jak radzić sobie w sytuacjach zagrożenia. Takie rozwiązanie wydaje się najbardziej komfortową sytuacją zarówno dla dzieci jak i rodziców.

Dorośli dostrzegają istnienie problemu cyberprzemocy, chociaż raczej nie posługują się tym terminem. Poruszają jednak w rozmowach z dziećmi problem szanowania prywatności i wizerunku innych osób. Najczęściej robią to przy okazji kręcenia filmu komórką lub przy robieniu zdjęć.

Wbrew wyobrażeniom rodziców komórka nie jest dla dziecka medium do komunikacji z rodziną. Po pierwsze jest to elektroniczna zabawka, która pozwala na robienie zdjęć i słuchanie muzyki. Po drugie jest to element budowania relacji w grupie rówieśniczej. Wyższy status mają dzieci z telefonami nowymi i posiadającymi wiele funkcji dodatkowych. Zdarza się, że dziecko ze starszym aparatem jest ofiarą docinków. To niestety sprawia, że telefony zajmują wysokie miejsce na liście życzeń dziecka. Ponieważ są to najczęściej aparaty na kartę, dla rodzica oznacza to niemały wydatek.

Rodzice nie patrzą na telefon jako na zagrożenie rozwoju dziecka. Wręcz przeciwnie, są zdania, że obcowanie z techniką i różnorodnymi urządzeniami dostępnymi w aparacie telefonicznym działa stymulująco – rozwija manualnie i pozwala odkrywać pasje (np. fotografia).

Źródło: Dziennik Internautów.
Źródło: genesis.net.pl/index.php?showtopic=75879


Temat: Kolonijna ciąża - odpowiedzialnośc spada na wychowawcę.
Uwaga, tydzień temu na stronie Ministerstwa Edukacji Narodowej pojawiło się sprostowanie:

Warszawa, 19 lipca 2006 r.
MINISTERSTWO
EDUKACJI NARODOWEJ
Rzecznik prasowy Ministra

Pani
Marzena Filipczak
Redaktor Naczelny
"Metra"

Szanowna Pani Redaktor,

Na podstawie art. 31 ustawy - Prawo prasowe, w związku z artykułem Pana Łukasza Antkiewicza "Kolonie bez zabezpieczenia" ("Metro" nr 884 z 18 lipca 2006 r., s. 6), uprzejmie proszę o zamieszczenie na łamach kierowanego przez Panią dziennika następującego sprostowania.

Informuję, że nie istnieje rozporządzenie Ministra Edukacji Narodowej, które regulowałoby kwestię sankcji prawnych dla wychowawcy, wynikających z sytuacji zajścia w ciążę wychowanki w czasie jej pobytu w placówce wypoczynku.

Jednocześnie pragnę wyjaśnić, że zgodnie z rozporządzeniem Ministra Edukacji Narodowej z dnia 21 stycznia 1997 r. w sprawie warunków, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku dla dzieci i młodzieży szkolnej, a także zasad jego organizowania i nadzorowania (Dz. U. Nr 12, poz. 67) do obowiązków wychowawcy należy w szczególności:

1) zapoznanie się z kartami kwalifikacyjnymi uczestników wypoczynku,

2) prowadzenie dziennika zajęć,

3) opracowywanie planów pracy wychowawczej grupy,

4) organizowanie zajęć zgodnie z rozkładem dnia,

5) sprawowanie opieki nad uczestnikami grupy w zakresie higieny, zdrowia, wyżywienia oraz innych czynności opiekuńczych,

6) zapewnienie bezpieczeństwa uczestnikom grupy,

7) prowadzenie innych zajęć zleconych przez kierownika placówki wypoczynku.

Wychowawca zatem organizuje zajęcia związane z wypoczynkiem oraz sprawuje całodobową opiekę nad dzieckiem.

W rozporządzeniu zostały wymienione dziedziny życia, za które szczególnie odpowiada wychowawca (higiena, zdrowie i wyżywienie).

Rozporządzenie obowiązuje od 1997 r., tak więc warunki, jakie muszą spełniać organizatorzy wypoczynku regulowane są już od prawie dziesięciu lat.
W tekście Pana Antkiewicza natomiast występuje wyraźna sugestia, że opiekunowie właśnie od "teraz" muszą dopilnować, aby kolonistki nie zaszły w ciążę.
Z poważaniem
Rzecznik prasowy Ministra
Kaja Małecka

Źródło: http://www.mein.gov.pl/menis_pl/sprostow/s-36.php


Także kochani to nigdy nie było aktualne. W przepisach nie ma takiego zapisu że to wychowawcy mają być odpowiedzialni. Dziennikarze zrobili boom, a rodzice łyknęli.
Źródło: forum.szkola.net/viewtopic.php?t=513


Temat: Kronika wypadkowa
Do wypadku doszło o dwunastej w nocy z wtorku na środę. Dziewięcioletni Maciek z Chorzowa z nieznanych powodów wyszedł na balkon, przeszedł parę kroków i sforsował wysoką na metr dwadzieścia barierkę. Runął w dół jak kamień.

- Upadek usłyszał jeden z wychowawców. Skończył się mecz Niemcy - Włochy. Jeszcze oglądał telewizję. Natychmiast zaalarmował pozostałych - opowiada pan Tomasz z recepcji pensjonatu "Urocze" w Muszynie, gdzie doszło do tragedii.

Natychmiast wezwaliśmy karetkę pogotowia i policję. Przyjechali błyskawicznie. Wszystkie dzieci spały. Nikt nic nie słyszał. Do tej pory opiekunowie nie powiadomili ich o tragedii Maćka - relacjonuje pracownik hotelu.

Pan Tomek z pokoju, w którym mieszkał Maciek, wyniósł na rękach jego śpiącego kolegę, współlokatora. - Chłopiec nawet nie otworzył oczu, spał i o bożym świecie nie wiedział - dodaje Tomasz.

W tym czasie policja bez wzbudzania paniki mogła na miejscu dokonać przeszukania pokoju i rzeczy osobistych Maćka.

Jeszcze w nocy powiadomiliśmy jego rodziców - opowiada wstrząśnięty Tomasz. - Natychmiast pojechali do szpitala w Nowym Sączu, gdzie przewieziono ich synka. Byli w pensjonacie przez chwilę, rozmawialiśmy. Ale co tu mówić - jedna rozpacz. Teraz czuwają przy Maćku. Wiem, że mają jeszcze córkę.

Chłopiec ma złamany kręgosłup i potworne obrażenia głowy. Jest po operacji. Oddycha za niego respirator.

Kolonie w Muszynie dla dzieci ze Śląska zorganizowało katowickie biuro Rego Bis. Jego szefowa Gabriela Mańska-Sokullu jest już na miejscu wypadku.

Funkcjonariusze z komisariatu w Muszynie sprawdzają wszystkie okoliczności związane z tragedią. Zarówno te zależne od organizatora wyjazdu, którego obowiązkiem było zapewnić odpowiednie warunki pobytu, także pod względem bezpieczeństwa, jak i kwestie, za które odpowiadają właściciele pensjonatu oraz opiekunowie kolonistów.

Razem z Maćkiem w pensjonacie wypoczywało 33 dzieci. Ich pobyt kończy się 14 lipca. Póki co nie myślą o zakończeniu wczasów.

- Kolonistów pilnowało trzech opiekunów - wyjaśnia Beata Froehlich rzecznik policji w Nowym Sączu. - Ponad wszelką wątpliwość ustalono, że byli trzeźwi i prawidłowo wypełnili swoje obowiązki. O godz. 22 sprawdzili, czy dzieci są już w łóżkach. Nic nie zakłócało ciszy nocnej.

Pensjonat "Urocze" położony jest w najładniejszej części Muszyny. Działa od jedenastu lat. Wysoki, trzypiętrowy budynek z białym tynkiem widoczny jest z oddali. W środku przytulna jadalnia, świetnie wyposażone pokoje dwu i trzyosobowe, na zewnątrz plac zabaw. Słowem idealne miejsce dla spragnionych wakacji i swobody kolonistów.

- Maciek, podobnie jak inni bawił się znakomicie - opowiada pan Tomek. - Od nocy zastanawiam się, co mu przyszło do głowy.

Policja chce sprawdzić każdy trop.

- Wykluczyliśmy wstępnie udział osób trzecich - mówi Froehlich. - Staramy się jednak ustalić, czy dziecko miewało wcześniej utraty przytomności, czy na coś chorowało. To mogłoby wytłumaczyć jego wyjście na balkon. Na takie pytania mogą jednak powiedzieć nam tylko rodzice. Być może chłopczyk chciał zrobić kolegom jakiegoś psikusa i kompletnie nie zdawał sobie sprawy z niebezpieczeństwa.

Anna Zamora,
rzecznik prasowy Śląskiego Kuratorium Oświaty:
Sprawę wypadku zbada Małopolskie Kuratorium Oświaty, bo zgodnie z naszymi przepisami, tego typu sprawami zajmuje się jednostka związana terytorialnie z miejscem wypadku. Sprawdzone zostanie, czy kolonie były legalne, czy dopełniono formalności i czy zapewniono dzieciom właściwą opiekę.

Agata Pustułka - Dziennik Zachodni
Źródło: forum.chorzow.slask.pl/viewtopic.php?t=61


Temat: Kolonie/obozy
W związku z dość agresywną dyskusją na temat pełnienia funkcji ratownika na koloni/obozie (http://www.forum.wopr.net.pl/topics29/1535.htm) znalazłem w książce "Ratownictwo wodne" część 2 napisana przez
Robert MOLASY
ORGANIZACJA PRACY SŁUŻBY RATOWNICZEJ
ZARZĄD GŁÓWNY WOPR WARSZAWA 1999
pewne informacje dotyczące tego typu pracy.

"3.5. Zalecenia do pracy na koloniach lub obozach letnich dla dzieci
Na wstępie trzeba zaznaczyć, iż do pracy na koloniach i obozach letnich dla dzieci i młodzieży może pracować ratownik posiadający co najmniej uprawnienia ratownika wodnego oraz ważną legitymację członkowską z poświadczeniem lekarskim
o zdolności do pracy w charakterze ratownika na dany rok kalendarzowy. Ponadto osoba taka musi posiadać aktualne RTG klatki piersiowej oraz badania WR.
Na pierwszej radzie pedagogicznej ratownik powinien zapoznać kierownika
i wychowawców z regulaminem kąpieli. Po zapoznaniu się z regulaminem wychowawcy poświadczają pisemnie w dzienniku pracy.
Ratownik zobowiązany jest do prowadzenia dziennika pracy!
Głębokość wody dla grupy kąpiącej się powinna być taka, by jej poziom nie sięgał wyżej pasa najniższego z uczestników grupy. Jeżeli głębokość tę wyznacza system oznakowania kąpieliska, wówczas dzieci otrzymują jedynie zakaz przekraczania granicy przeznaczonej dla nich strefy. Jeżeli natomiast takiego oznakowania brak, na linii której nie wolno przekraczać powinien stać wychowawca grupy (dotyczy to dzieci młodszych). Dla grup starszych strefa ta jest zazwyczaj wyznaczona bojami, ale niezależnie od tego w miejscu granicznym powinna znajdować się łódź z ratownikiem lub pomost specjalnie przeznaczony do prowadzenia akcji ratowniczej.
Jednorazowo w wodzie może przebywać tylko jedna, najwyżej 15-osobowa grupa dzieci. Nie dotyczy to tzw. brodzików, gdzie głębokość wody nie przekracza 40 cm. Miejsca do „pluskania się" dla maluchów nie mogą jednak znajdować się na linii wchodzenia i wychodzenia z wody. Kolejnością kąpieli swoich grup powinni kierować wychowawcy powiadamiając o tym dyżurnego ratownika.
Jeżeli kolonia liczy np. 200 lub więcej dzieci nie należy przyprowadzać nad wodę jednocześnie wszystkich. Czas oczekiwania na kąpiel dłuży się dzieciom i trudno jest o utrzymanie porządku na plaży.
Przed pierwszą kąpielą ratownik powinien zapoznać uczestników z regulaminem kąpieli. Powinien określić czego nie wolno robić w wodzie, jak będzie wyglądała organizacyjnie kąpiel grupy, ile będzie wynosił czas kąpieli grupy oraz ustalić sygnalizację dźwiękową np.:
- l gwizdek - przekroczenie regulaminu kąpieli (dzieci muszą wiedzieć, że po sygnale muszą zwrócić się w kierunku ratownika, który wskaże osobę i udzieli informacji o rodzaju przekroczenia regulaminu),
- 2 gwizdki - koniec kąpieli,
- seria gwizdów - natychmiastowe wyjście z wody.
Na kąpieliskach wspólnych:
1. ....
2. Jeżeli wydziela się strefy dla osobnej kąpieli uczestników wczasów i kolonii, nie można zapomnieć, że jeden ratownik może zasadniczo zabezpieczać nie więcej niż 50 metrów bieżącej plaży."


Co o tym sądzicie? Nie jest określone, że musi być dwóch ratowników. Czekam na wasze komentarze.
Źródło: forum.wopr.net.pl/viewtopic.php?t=1949